Agnieszka + Łukasz

Lubimy sylwestra, chociaż lepiej powiedzieć, że lubimy celebrować chwile. Ten był inny niż zazwyczaj — spotkanie w gronie przyjaciół zamieniło się w małe święto miłości. Gdzieś pośrodku pustego pola, w Villi Omnia, z grupą eleganckich gości, małym buldożkiem i nimi — Agnieszką i Łukaszem.

ceremonia i przyjęcie: VILLA OMNIA
kwiaty: Płatek po płatku
makijaż: Crazy Make Up Team
dj: Dj Mess
suknia: Viola Piekut
garnitur: Rogowski Manufaktura Krawiecka

Nie pamiętamy już zasypanego śniegiem grudnia. Tylko lodowaty wiatr przypomina nam, że pożegnaliśmy jesień i żyjemy już w trochę innym świecie. Większość drzew jest już naga, a brązowe liście można znaleźć tylko na trawniku. Pięknie nas nastraja ten klimat, bo kiedy już zmarzniemy, szukając smaczków, fotografując bujające się gałęzie i puste baseny, możemy wejść do środka i rozgrzać się na widok kominka i świecącego w kącie świątecznego drzewka. Minęło już kilka dni od Bożego Narodzenia, ale to nieważne — kupujemy ten nastrój nawet w środku upalnego lata, popijając zimne drinki i czekając na pierwszy śnieg.

Świat się kołysze

A my trochę z nim. Falujące drzewa hipnotyzują nas niezależnie od pogody.

Trochę niżej

Nawet trawa i liście czują ten zimowy klimat. Wokół dużo się dzieje, kiedy nie patrzy się tylko w jednym kierunku.

 

Przygotowania w Villa Omnia

Od czasu do czasu doświadczamy luksusu fotografowania w jednym miejscu. Każdy jego fragment ma do odegrania swoją rolę. Salka z kominkiem powoli szykuje się do najważniejszej części dnia. W głównej hali kwiaty układają się w harmonijne kompozycje, w rogu pojawiają się statywy i głośniki, a na stołach znajdujemy paczuszki z prezentami. 
 
Na piętrze znajdujemy Agnieszkę i Łukasza. Pomiędzy makijażem i układaniem fryzury poznajemy ich psa. Nie ma pojęcia, co stanie się za kilka godzin, ale nawet jemu udziela się nastrój oczekiwania.

Ceremonia pod girlandami

Bordowe kwiaty i Bordowe buty. To pierwsze co pojawia się na schodach. Razem z nimi oni – wyglądają bajecznie, kiedy schodzą do sali, która nie może się doczekać na rozwój akcji. Krótka ceremonia zagęszcza klimat – lekkie załamanie głosu, długi pocałunek, chwila ciszy i salwa oklasków. Tę ostatnią słychać nawet z dworu, skąd po kryjomu fotografujemy niewielki wycinek tego mikroświata.

Kilka nastrojowych nut

Nie wiemy, czy to powaga chwili, czy muzyka wydobywająca się ze skrzypiec, ale czujemy się częścią czegoś naprawdę ważnego.

Trochę ciepła

W tle słychać ciche ciche trzaski z kominka, ale nikt z nas nie potrzebuje więcej ciepła – grzeje nas sama atmosfera ślubu.

Po zmroku

Zazwyczaj docieramy na przyjęcia, kiedy na zewnątrz widać chociaż resztki światła. Tym razem od razu uderza nas blask setek lamp – tych wiszących pod sufitem, powieszonych na choinkach i ogrzewających parkiet ciepłym światłem, śmiało zachęcających do tańca.
 
Po kilku przemowach i toastach pojawiamy się pod konsoletą i czekamy na pierwszych gości. Nie trwa to długo, bo dobra muzyka nie musi dodatkowo zachęcać – prawie od razu wtapiamy się w tłum, z palcami na spustach i oczami przyklejonymi do wizjera.

23:59

Nie czekamy na oczepiny i zabawy, nie szukamy zawieszonych w powietrzu bukietów i muszek. Obserwujemy niebo, i zamiast gwiazd podziwiamy kolorowe rozbłyski i potężne, świetliste eksplozje. U nas jest spokojnie – słychać cichy syk bąbelków, kiedy rozlewany jest szampan i dźwięk palących się zimnych ogni. Jest zimno, ale nikomu to nie przeszkadza.

 

A kiedy ostatnie iskry spadają na ziemię, żegnamy się ciepło i wracamy do hotelu na nasze własne, bliskie nam świętowanie.