Joanna + Roger

Kiedy rozmawiamy z ludźmi twierdzącymi, że są lekko szaleni, to traktujemy to z przymrużeniem oka. A potem widzimy, że szaleją, ale z miłości i szczęścia. I chociaż znamy ten stan z autopsji i tak bywamy zaskoczeni. Miło. Dobrze.

 

I chcemy to szaleństwo uwieczniać na zdjęciach.

przyjęcie – Dolina Cedronu
dekoracje/kwiaty – Umajona
bukiet – Bukietlove
barman – Avangarda Bar
tort – My sweet home bakery
Z Joanną i Rogerem widzieliśmy się tylko wirtualnie, kilka dni przed ich ślubem. Chętnie odwiedzilibyśmy Szwajcarię tylko po to, żeby wypić kawę patrząc na Alpy, ale dajemy sobie czas. Lubimy odkrywać powoli. I tak jak powoli podchodzimy do olbrzymich gór, tak powoli podeszliśmy do samej Szwajcarii – poznając Rogera i jego rodzinę. A to jak Roger poznał Joanne (albo Joanna poznała jego, chociaż ciężko stwierdzić, kto był pierwszy) jest tematem na inną, dłuższą historię. Historię o stołach i starych maszynach do szycia. Jest też w niej taniec, może nieco szalony, ale kto by się tym przejmował w momencie, kiedy jego życie wywraca się do góry nogami.
002 dolina cedronu wesele 1
003 dolina cedronu wesele 2
001 dolina cedronu wesele 3
004 dolina cedronu wesele 4
005 dolina cedronu wesele 5
006 dolina cedronu wesele 6
007 dolina cedronu wesele 7
008 dolina cedronu wesele 8
009 dolina cedronu wesele 9

Deszcz, konie i stary kamper

Uwielbiamy deszcz równie mocno, co jesienne słońce. Możemy moknąć godzinami, jeśli mamy swoje aparaty i jesteśmy w stanie oddychać. Mówi się, że po deszczu zawsze wychodzi słońce. Wychodzą też stare kampery, które zjeździły pół świata, ciekawskie konie i dobre zdjęcia.

 

I przyszli małżonkowie, którym żadna pogoda nie zepsuje dnia. Bo deszcz to tylko trochę wody – zdecydowanie za mało, żeby powstrzymać zakochanych ludzi.

Miejsca w pierwszym rzędzie

Małe kościoły mają mnóstwo uroku. Ludzie tłoczą się w wąskich ławkach i zaczynają czuć więcej – w tłumie łatwiej o emocje, trochę łez albo szczery śmiech, kiedy ktoś powie coś zabawnego po niemiecku.

 

I chociaż nie zrozumieliśmy połowy wszystkich słów, które padły w tym starym wnętrzu – nie czujemy, że coś straciliśmy. Pewne języki są uniwersalne i każdy je zna. Pocałunki, uśmiechy, uściski dłoni – rozumiemy to i kolekcjonujemy, żeby przekazywać dalej.

Łapacze snów i marzeń

Dolina Cedronu to sielskie miejsce. Tym razem pełne łapaczy snów – nie byle jakich, a tych zrobionych przez Joannę. Patrzymy na nie i myślimy o snach, które schwytały. Muszą być piękne, bo w tym miejscu trudno o inne. Zachwycamy się póki możemy, kiedy tłum gości zbiera się pod schodami.

 

Wrócimy tu – po wszystkich przystawkach i szczerych życzeniach, pięknych przemowach w nieznanych językach i tańcach. Tych na stole i tych na parkiecie, w głównej sali i na korytarzu. Czasem nawet na dworze, bo szkoda nie podziwiać tego miejsca z zewnątrz.

Chwila dla siebie

Ostatnie sekundy światła rozpieszczają nas, kiedy udaje nam się wyjść na sesję. Nie potrzebujemy go wiele – wystarczy kilka promieni. Jest krótko, ale intensywnie, gęsto od pocałunków. Łapiemy wszystkie i znowu jesteśmy szczęśliwi. A wracając podglądamy rozlewane drinki i skrzydlatych przyjaciół. Nie myślimy o ptakach, prędzej o aniołach. I gości strojących miny. Tych poważnych też oglądamy.

 

Wszystko czaruje i chociaż chcemy zostać, to czeka nas długa droga powrotna. Żegna nas czerwony kapelusz, mocne uściski i ciepłe życzenia. Było świetnie i nie mogło być inaczej.